piątek, 8 marca 2013

(Wataha Mroku) od West'a

          Wszystko zaczęło się od moich narodzin. Miałem 5 rodzeństwa, a nie jednak było nas sześcioro. Jedną z rodziny była moja siostra, która całkowicie się od reszty wyróżniała wyglądem.
W naszym stadzie to było najgorsze że nie każdy ją akceptował. Pewnego dnia już jako wilki-szczeniaki wyszliśmy na plac zabaw. Biegaliśmy po polach, skakaliśmy przez rzeczki. Bawiliśmy się jak małe wilki które wykorzystują radość z młodego życia. Jeden z moich braci oddzielił się od nas i wszedł w mroczny las. Myślałem że zaraz wróci ale za chwile usłyszałem pisk małego wilka. Wszyscy wtedy wiedzieli że to jeden z nas .Z lasu wyszło 6 ogromnych wilków a ich przywódca niósł wilczka w swej szczęce. 
Po cichu odbiegłem od szczeniaczków tak by nikt mnie nie zauważył.Wilczury rzuciły się na moje rodzeństwo a potem ruszyły w stronę watahy. Uciekałem ile sił było w łapach. Zresztą co się dziwić po małym wilczku. Gnałem przez polany i bagna aż nagle trafiłem na wodospad. 
          Woda była lekko zamarznięta, ale mi to i tak nie przeszkadzało by się napić. Rozglądałem się po okolicy, szukałem i zwiedzałem. Na małej polance tuż tuż od wodospadu znalazłem jamę. Nie było to zbyt wygodne legowisko, ale leprze to niż nic. Przez rok mieszkałem w jamie ale w końcu doszłam do takiego wieku że przestałem się w niej mieścić.Gdy miałem już 2 lata wyszedłem na łąkę by coś upolować. Zobaczyłem wilczycę która właśnie pożerała dzika. Podszedłem do niej i powiedziałem:
-Cześć.Jestem West czy mógłbym zjeść z tobą? Już dawno nic nie jadłem i jestem głodny.- Burczało mi w brzuchu a ja stałem i patrzyłem jak jadła.
-Witaj. Ja jestem Kita. Jeśli jesteś głodny to choć najedz się przecież wilki powinny się trzymać razem.-Odrzekła i się do mnie uśmiechnęła.
-Dziękuje.Jesteś słodka.- Trochę się zaczerwieniłem ale powiedziałem jej to w oczy.
     Patrząc na nią dało się zauważyć że również niema rodziny tak samo jak ja. Z grzeczności zapytałem czy ma rodzinę, przecież nie powiedziałbym jej że wygląda jak bezdomna. Smutna już odwarknęła że nie i dodała że jej rodzinę rozstrzelali kłusownicy. Zrobiło mi się jej żal i od tamtej pory już zawsze trzymaliśmy się razem (do czasu).
   Minął rok od naszego spotkania i nocą wyszliśmy na spacer obejrzeć gwiazdy. Leżeliśmy na wzgórzu, aż w krótkiej chwili obok mojej wilczycy coś przeleciało i jej już nie było. Szukałem jej po polach i dolinach ale nigdzie jej nie było. Chodząc tak po łąkach trafiłem na watahę. Ale to nie było jedyne co rzuciło mi się w oczy. Zobaczyłem czarną jak noc wilczycę do której jak najszybciej podbiegłem i zapytałem o przyjęcie do watahy, gdy się zgodziła nie mogłem uwierzyć że znalazłem nowy dom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz