niedziela, 10 marca 2013

( Wataha Ziemi) od Belli

               Ostatnio w mojej watasze zaczęło się dużo dziać, aż za dużo. Nie miałam już prawie czasu na samotność, ale wreszcie udało mi się wyrwać. Pobiegłam do lasu, początkowo planowałam sobie coś upolować, ale zmieniłam zdanie i wałęsałam się samotnie po lesie, myśląc. Ostatnio o zbyt dużej liczbie spraw musiałam po myśleć i miałam na to zbyt mało czasu. Możecie wierzyć lub nie, ale ucieszyłam się, że znów jestem sama. Cisza panująca w lesie mnie uspokajała, spowolniała niejako czas, który ostatnio biegł za szybko. Początkowo tylko się wsłuchiwałam w leśną ciszę, dopiero teraz zaczęłam dostrzegać jej wartość. Przez tak długi czas nie miałam do niej dostępu, że już prawie zapomniałam jak ona brzmi. Wsłuchiwałam się w nią, ona zawsze była częścią mnie, więc to tak jakbym wsłuchiwała się w siebie. Tysiące myśli przelatywało przez moją głowę, ale nie skupiłam się na żadnej z nich. Cały mój czas na myślenie poświęciłam na bieganie po lesie i słuchanie.
                Spędziłam tam o wiele za dużo czasu, ale w lesie czas biegł inaczej, był wolniejszy. Nagle przede mną ukazała się jaskinia. Wiem, to nic dziwnego w lesie mieszkają inne samotne wilki, pewnie któryś z nich ją wybudował. Jaskinia była o wiele za duża dla przeciętnego wilka i o wiele za mała dla jakiegoś innego większego zwierza. Podeszłam do niej. I zobaczyłam, że jaskinia biegnie w dół. Wydało mi się to jeszcze dziwniejsze. Weszłam do niej, przejście w dół robiło się coraz ciaśniejsze, na końcu miałam problemy z przejściem. Nagle zobaczyłam, że korytarz się kończy a za nim jest coś jakby wielka sala balowa zrobiona w skale. Żeby się na nią wydostać musiałam przejść przez małą szparkę, ale mi się udało. Kiedy wydostałam się z korytarza zobaczyłam, że pośrodku stoi jakiś wilk, ale to nie był zwykły wilk. Był o wiele większy od zwykłego wilka i o wiele piękniejszy od niego. Jego sierść cała się świeciła i wyglądała jakby ją zrobiono ze złota. Przestraszyłam się. Chciałam uciec stamtąd, ale wilk odezwał się:
- Nie bój się mnie. Nie zrobię Ci krzywdy.
- K...k...k...kim jesteś?- zapytałam
- Jestem Gaja. Pierwsza z bogiń ziemskich- przedstawiła się- muszę Cię ostrzec. Podejdź tutaj.- Niepewnie podeszłam w jej stronę. Ale im bliżej niej się znajdowałam tym mniej się bałam. Wreszcie stałam obok niej. A ona zawyła i nagle z jednej strony skały wypłynął wodospad, który w dość szybkim tempie, za szybkim jak na zwykłą wodę, zaczął się rozlewać po całej jaskini. Woda nie zdążyła mi zmoczyć nawet łap, bo nagle zdałam sobie sprawę, że skała na której stoję jest wyżej niż woda, której poziom teraz już się nie podnosił. W wodzie zaczęły się pojawiać różne kształty. Najpierw rozmyte, a potem coraz wyraźniejsze. Aż stały się tak wyraźne, że rozpoznałam miejsce, które Gaja mi pokazywała, były to tereny mojej watahy i nagle zobaczyłam więdnące kwiaty, usychające drzewa, rozpadającą się jaskinię, znikające bagno, spadające skały z gór. i wodę która wszystko zalewała. Widok ten przeraził mnie, a potem nagle znikł.
- To przyszłość- powiedziała Gaja- ale możecie tego uniknąć.
- Ale jak? - zapytałam. Gaja zaśmiała się
- Tego nie mogę Ci powiedzieć, bądź dzielna i pamiętaj, że zawsze z tobą jestem.- powiedziała i nagle wszystko wróciło do normy. Jaskinia zniknęła a ja stałam w lesie przed zwykłym drzewem. Po chwilowym oszołomieniu zaczęłam biec do watahy. Już nie słuchałam leśnej ciszy, chciałam tylko biec szybciej i szybciej. Aż zauważyłam tereny watahy i wpadłam na polanę, ale dalej biegłam. Aż zobaczyłam Atenę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz